Ta sieć korytarzy przebiega przez całą krainę i posiada liczne, choć dobrze ukryte połączenia z powierzchnią - najbardziej znanym jest chyba to w ruinach, tam łatwo trafić spytawszy o drogę w Titanium. Nikt jednak nie sporządził mapy owych tuneli i nikt też nie zna ich historii. Poruszanie się w nich nie należy do najłatwiejszych - ci, którzy wyszli stąd cało mówią, że praktycznie niemożliwe jest wyjście tam, gdzie się zamierzało, a i samo znalezienie jakiegokolwiek wyjścia wymaga dużego szczęścia. O wiele łatwiej mają tu jednak istoty o doskonałej orientacji w terenie i potrafiące widzieć w ciemnościach.
Garet Jax
Leżałeś długi czas nieprzytomny. Kiedy się ocknąłeś, wysoko nad sobą ujrzałeś prześwit słonecznego światła. Otaczały cię wilgotne skały, mogłeś iść przygarbiony jedynie w przód lub w tył, obie strony jednak spowite były w ciemności.
He? pomyślałem zamroczony. Znów wlazłem do jakieś dziury, ech... Wstałem powoli. Rozejrzałem się wokół odpruwając pasek materiału z płaszcza. Owinąłem nim głowę by zatamować sączącą się krew. Jako, że nie miałem innego wyjścia podpaliłem iskrą z krzemieni pochodnie. Trzymając ją w lewej ręce, a w prawej miecz poszedłem do przodu.
Korytarz ciągnął się i ciągnął. Miałeś wrażenie, że przeszedłeś już pół krainy, a nie było po drodze żadnej odnogi, nic. Z drugiej strony, niebezpieczeństw też nie spotkałeś. Zrobiłeś się głodny.
Zjadłem kolejną porcję jedzenia. Nie za dużo już zostało pomyślałem smętnie. Mogłem spać wszędzie, chodzić w łachmanach, nie kąpać się z kilka tygodni, ale jeść trzeba. Po posiłku ruszyłem dalej.
W końcu przed tobą pojawiło się rozwidlenie. Do wyboru miałeś trzy drogi. Jedna zdawała się prowadzić pod górę, jedna w dół, a jedna biegła dalej prosto, na równi z tą, którą przyszedłeś.
Zatrzymałem się rozmyślając. Nie miałem zielonego pojęcia dokąd pójść. Czytałem pewną książkę, o jakimś pierścieniu, w której była taka sama sytuacja... Gdzie oni poszli... Wiem! W górę. Z tym postanowieniem ruszyłem drogą do góry.
//Masz szczęście, że klasykę czytasz, za nieznajomość tej lektury czeka śmierć ;p//
Nie mogłeś trafniej wybrać drogi - po krótkim marszu poczułeś zbawienny powiew wiatru, ogień zatańczył na pochodni. Chwilę później, choć daleko, ujrzałeś snop światła.
Promień światła wzbudził we mnie nadzieję, która przemieniła się na chwilę w beztroskę. Pragnąłem biec do światła. Jednak czujność wzięła górę. Szedłem dalej ostrożnie.
Kawałek przed tobą spadł na ziemię z trzaskiem kawał skały, pod który wbiegł byś, gdyby nie rozsądek. Gdy jednak byłeś już u samego wyjścia, zagrodził ci je wielki niedźwiedź.
//Balrog XD\\
Zmęczony ranami oraz drogom zaatakowałem od razu. Spróbowałem ciąć niedźwiedzia po głowie.
Niedźwiedź nawet nie zaatakował, ciąłeś go bez problemu zostawiając podłużną ranę na jego pysku. Ku twemu zdziwieniu niedźwiedź upadł do tyłu, zmieniając się w piękną, młodą kobietę o kasztanowych włosach. Dyszała ciężko patrząc na ciebie z przestrachem, trzymając się za rozpłataną przez ciebie twarz.
Walnąłem się mocno otwartą dłonią w twarz. No nie... Podszedłem do kobiety znów drąc swój płaszcz i przykładając materiał do jej ran mówiąc:
-Przepraszam bardzo, ale jestem zdenerwowany tym tunelem oraz ranami i... -chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale za bardzo kuło mnie w piersi. Muszę znaleźć jakiś dom, wieś, miasto.
Kobieta przez chwilę jeszcze bała się ciebie, jednak pozwoliła, byś zajął się jej ranami. Po jakimś czasie odezwała się melodyjnym głosem:
-Już się przyzwyczaiłam, tu, w okolicy Titanium ludzie wiecznie mnie prześladują, ty sam pewnie sprzedasz mnie jako niewolnice, ale już nie mam siły uciekać. - westchnęła.
Uśmiechnąłem się mimo woli. Tak... na pewno... Wzruszyłem ramionami lekko się pochylając by ból był mniejszy.
-I tak nie miałbym siły ciebie ciągnąć... Jestem Garet Jax -powiedziałem po krótkiej przerwie. Usiadłem na ziemi.
- Wpadłem do tych tuneli z Lidaru. Wiesz gdzie wychodzi to wyjście? I czy umiesz leczyć?