-Złych nie mamy. - odpowiedziała z uśmiechem śliczna sprzedawczyni. Wręczyła ci sporą paczkę mięsa, która starczy na co najmniej tydzień podróży.
-Zawszę lubię przychodzić w to miejsce, gdyż są takie śliczne damy jak pani.- Wyciągnąłem 20 sztuk złota i położyłem na stolik po czym zapytałem:
-Czy śliczna pani, która przede mną stoi odpowie mi na jedno pytanie?- Ah, jakie tu chodzą ślicznotki. Może kiedyś znajdę tą moją.
-Oh, mówi pan to tylko przez grzeczność. - zaczerwieniła się, równocześnie uśmiechając ciepło. - Służę uprzejmie swoją pomocą.
-To bardzo miło z pani strony. Wspominałem już, że pięknie pani wygląda?- Widząc uśmiech również i na mojej twarzy się on pokazał. -Do rzeczy. Chciałem zapytać czy może słyszała pani o jakiejś pracy, która jest odbywana po za miastem bądź kogoś kto może mi coś o tym powiedzieć?- Po tych słowach schowałem mięso.
//tak, sprzedawczyni mięsa najlepszym zleceniodawcą. To jak iść do zegarmistrza po kilo bananów.//
Kobieta była niezmiernie zdziwiona, po chwili odpowiedziała, powstrzymując śmiech:
-Jestem tylko sprzedawczynią, nie orientuje się w najnowszych zleceniach i tym podobnych rzeczach. Przepraszam. - dodała jeszcze, choć nie wiedziała, czy ma jej być przykro, czy tez ma wybuchnąć śmiechem.
//skąd mam wiedzieć, że to ni jest córka jakiegoś zleceniodawcy;]?//
-Nic nie szkodzi. Tak tylko spytałem. To trudno muszę poszukać kogoś kto mi w tej sprawie pomoże. Do zobaczenia piękna.- Obróciłem się i zacząłem się zastanawiać czy w ogóle powinienem ją o to pytać. Po chwili zacząłem iść w stronę bramy. Może tam właśnie ktoś wyrusza.
//no proszę Cię ;p sam w to nie wierzysz chyba ;p//
Stanąłeś przed bramą, która swymi zdobieniami zawsze wprawiała cię w zachwyt.
Dalej