Latus

Full Version: Brama
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4
-Przekaż, że Radden potwierdza twoje słowa. - rzekł mag i wrócił pełnić wartę przy skrzydłach bramy.
- Dzięki, zapamiętam ! - Krzyknął za nim i przygotował się do przekroczenia bramy. Powoli ruszył w stronę gospody.
Po krótkim spacerze byłeś u celu.

Dalej

Hungrin

Za bramą ujrzałeś jeden jedyny wóz, na dodatek dość mały. Oparty o niego stał mężczyzna leniwie rozglądający się.
Hingrin rozglądnął się. Zobaczył wóz i człowieka obok niego. - Może on mi wskaże drogę ? - Pomyślał. Popatrzył na człowieka - Wiesz może gdzie jest karawana ? - Sptał przyglądając mu się rześkimi oczyma.
Mężczyzna zaśmiał się.
-Toż ci jest karawana! - rzekł pokazując na swój wóz. - Jam jest jej przywódca! - powiedział wypinając dumnie pierś. Miałeś wręcz pewność, iż mężczyzna jest nieco stuknięty.
Hungrin stał przed człowiekiem który uważał się za przywódce karawany. - Yyyy... No dobra... - Powiedział trochę zmieszany. - A więc ruszasz do Midon ? - Spytał. - Jeśli tak to jade z tobą. - Powiedział patrząc się na koleszkę przed sobą. - No, chyba że nie mogę. - Powiedział czekając na odpowiedź kolesia.
-Ależ możesz! Moooożeeeesz! Tyyylko nie za darmo. - powiedział zwiększając tempo wypowiedzi pod koniec. - Każdy inny chciałby 100 sztuk złota! Ja natomiast wezmę tylko 50! Chyba, że znajdzie się jeszcze jedna osoba, to zejdę do 40 od każdego! A jak jeszcze jedna, to już nie zejdę! A kolejna się nie zmieści! - po tych słowach mężczyzna zaczął wydawać dziwne dźwięki, coś jak by nucił lub śpiewał, nie byłeś pewien.
Lotos stał przed chłopem i prychnął. - To chyba ty mi powinieneś płacić że chcę z tobą iść. - Powiedział. - W końcu wiesz... Bandytów jest sporo. Ja mógłbym zapewnić ci bezpieczeńswto aż do Midon. - Powiedział. - Oczywiście postaram się też załatwić drugiego "najemnika"... Oczywiście jeśli pójdziesz na ten układ... - Powiedział z trudem powstrzymując się od śmiechu.
Mężczyzna dziwnie spoważniał.
-Jak nie chcesz ze mną jechać, idź na pieszo. Zobaczymy kto częściej będzie atakowany. Ochrony mi nie trza, nigdzie się nie ogłaszałem. Jak za drogo to znajdźty se drugiego. O! - Po tej krótkiej chwili powagi wrócił do swojej "piosenki".
Hungrin westchnął lekko. - Trzydzieści... - Powiedział zaczynając się targować. - A jeśli załatwie drugiego pomocnika to dwadzieścia. Co ty na to ? - Spytał całkowicie poddenerwowany.
-Nigdy w życiu. - odparł tamten śmiejąc się. - Już ci powiedziałem, albo idź na pieszo, albo z normalną karawaną, która zabierze cię za co najmniej sto sztuk złota. Wciąż nie rozumiesz tej oferty, co? - znów się zaśmiał.
Hngrin w końcu zmiękł. - No dobra... Masz... - Powiedział wyciągając mieszek i odliczająć 50 sztuk złota. - Kiedy wyruszamy ? - Spytał uspokajając się już.
-Weź te pieniądze i bądź tu z nimi jutrzejszego ranka. - odpowiedział mężczyzna i najwidoczniej uznał rozmowę za zakończoną, gdyż oparł się o wóz tak jak wcześniej i leniwie rozglądał się dookoła, tak jakby ciebie nie było.
Hungrin zapiął mieszek spowrotem u pasa. - Gdzie teraz się udam ? - Spytał samego siebie w myślach. W końcu jednak postanowił poszukać kolejnego człowieka który pojechałby z nimi. Nie wierzył do końca "przywódcy" co do bezpieczeństwa tej karawany. Przygotował się do marszu do gopody "Natura".
Dotarłeś do gospody bez przeszkód.

Dalej

Ilsida

Za masywnymi skrzydłami bramy stał jeden jedyny wóz, a o niego opierał się leniwie rozglądający się, starszy mężczyzna.
Pages: 1 2 3 4
Reference URL's