Imię: Yatou
Nazwisko: Harven
Płeć: Kobieta
Wiek: Mniej więcej 14 lat, chodź uparcie twierdzi, „że na pewno ma 15”.
Rasa: Dekan
Zdolność: 1. Z łatwością paznokcie zamieniają się w długie i zapewne, dość ostre kocie pazury. Łatwe, proste i niezwykle użyteczne.
2. Posiadając taką możliwość przejęcia gracji i szybkości jaszczurki, jest wstanie zrobić wiele. Od uciekania(co ostatnio coś często się jej zdarza) do wchodzenia na drzewach.
3. Ręce zamieniają się na proporcjonalne, skrzydła myszołowa.
4. Skóra staje się szarozielona i lekko chropowata. Słowem, zamienia się w skórę kameleona, która potrafi dostosować się do dowolnego tła.
Profesja: Em, Em... Właściwie, to żadna. Jej pracę można by nazwać słowem: pracownik. Pracuje w zakładzie specjalizującym się w naprawach na wysokościach, czyli dachy, różne konstrukcje itp. Nie jest w tym orłem, więc przyszło jej trudzić się na stanowisku pomocnika, łamane przez praktykanta.
Magia: W tej młodej Dekan’ce nigdy nie było ani krztyny magii.
Wiara: Co? A… Ano owszem, coś tam lata w górze i czasem na nas patrzy. Jednak Yatou najbardziej jest przekonana do Mani.
Charakter: Cicha, nieśmiała i spokojna. Ta, jasne…
Jest gadatliwa, niezrównoważona i agresywna. To jedna z tych małych, cholernie denerwujących i złośliwych smarkul, które jak tylko coś przeskrobią, robią tą swoją cholernie niewinną minkę.
Nie zakładałabym się z nią o cokolwiek. Na pewno będzie oszukiwać. Pewna siebie, chodź w chwilach słabości zdarza się jej płakać. Na ogół jest zimna i nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć, jest skryta w sobie, chodź to dziwne, bo potrafi gadać jak najęta. Czasem pyskata, ale jak to u nastolatek bywa.
Zalety: Zwinność i spryt. Umie całkiem nieźle rysować, a poza tym jest szybka i… jak by to ująć… umie dobrze uciekać. Dobre płuca oraz logicznie wykorzystywanie terenu daje jej przewagę, tak samo jak jej wzrost i lekkość budowy.
Wady: Jest zbyt pewna siebie i nadmiernie gadatliwa, przez co nie raz wpadła w niemałe kłopoty. Nieuk, bardzo wolno przyswaja sobie wiedzę. Praktycznie nie uczęszczała do szkoły.
Ma pamięć jak sito. Dosłownie.
Wygląd: Nie jest ładna. Ani brzydka. Ma twarz, jakich dużo. Nigdy ich nie zapamiętujesz, przechodząc obok nich. Jedynym znakiem, że nie jest kolejną, szarą, nudną i niewartą zapamiętania twarzą jest jej wzrok. Nie chodzi o oczy, które są zwyczajne, brązowe, a o wzrok, który mówi o niej wiele. Jest śmiała. Agresywna, nie lubi bałaganu. Musi mieć, to co chce. I zdobędzie to. Na pewno.
Jest pospolita. Dużo takich, którzy przechodzą obok ciebie codziennie. Nigdy ich nie pamiętasz, bo po co? Oni na ciebie nie patrzą, a ty na nich.
Ona patrzy. Orzechowe ślepia obserwują każdy twój ruch. Ciemnobrązowe włosy związane w kucyk lekko zarzuca za siebie.
Nie pamiętasz nigdy postury zwykłej pracowniczki, która naprawia dach.
Jest drobna, lekka. Z łatwością przeszła po stromym dachu i zwinnie zeszła na ziemię. Stojąc w słońcu widzisz ją całą. Małą, drobną, dość pospolitą. Brwi ma cienkie, pod nimi proporcjonalny nos i usta. Mocno zarysowany podbródek i smukła twarz. Szczupła, zgrabna. Wyprostowana jak strzała.
Ale nie patrzysz na dziecko, nie widzisz takiej potrzeby. Zwykła twarz, zwykła osoba.
Dziewczyna robi krok do tyłu i jej blada twarz zanurza się w ciemności. Przylgnęła do starego budynku i już jej nie widzisz. Nie pamiętasz, bo to kolejna szara twarz…
Ubiór: Ponoć w nocy najłatwiej ukryć się w Czernych ubraniach. Błąd. Gdy czernią wejdziesz w czerń, ta czerń robi się tylko głębsza i nieraz łatwiej cię zauważyć. Dlatego Yatou zdecydowała się na zwykłe szarawo zielone ubrania z zwykłego lenna, czasem z cieplejszych materiałów. Buty z miękkiej skóry pozwalają jej bezszelestnie przemieszczać się. Zakłada ciemnoszarą pelerynę, która kończy się nieco powyżej kolan oraz brązowe spodnie z grubej skóry. Ma jeszcze kilka innych ubrań, dość podobnych, jednak w wyżej wymienionym chodzi najczęściej. Niektóre są mniej, a niektóre bardziej poniszczone lub wiele razy łatane. Przy pasie nosi sakwę, której najwidoczniej przeznaczeniem jest być pustą.
Znaki szczególne: Znakiem szczególnym, może być jego brak. Niczym się nie wyróżnia. Inaczej mówiąc, jest pospolita jak błoto. Raczej nic szczególnego nie przychodzi człowiekowi do głowy patrząc na nią.
Ekwipunek: W sakwie przy pasie nosi jedynie kawałek grafitu oraz naszyjnik ze czerwoną kulką.
Historia:
- Dziwoląg! Dziwoląg! Patrzcie, idzie dziwoląg! – Echo krzyku paru smarkaczy rozeszło się po leśnej dróżce. Któryś z chłopców podniósł kamyk i rzucił w idącą przed siebie dziewczynę. Wiedzieli kim była. A była dziwolągiem. Dekanem. Nie powiedzieli jeszcze tego zarządcy wioski, ale niechybnie to zrobią.
- Idzie Yatou-Dziwoląg! – Krzyk miarowo cichł jak dziewczyna oddalała się od swoich rówieśników i starszych „kolegów”. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Płacz dławiła jak tylko mogła. Starała się nie wybuchnąć szlochem. Chciała być silna.
Spacer zamienił się w trucht, a dalej już tylko w dziki, szaleńczy bieg. Nogi zeszły z wyznaczonego szlaku i pokierowały właścicielkę do lasu.
Płakała długo.
Płakała, aż skończyły się jej łzy.
Zawsze płakała.
Bo zawsze ją traktowali jak dziwoląga. Aż w końcu w to uwierzyła.
Oczy miała całe zaczerwienione od długich szlochów, a na twarzy dwunastolatki panowało bezgranicznie zmęczenie, przerażenie i smutek.
Rzucony wcześniej kamień trafił w twarz. W policzek.
Bolało. Zawsze bolało.
Wstała niepewnie na chwiejnych nogach i zdecydowała się wrócić do domu. Droga była krótka i pusta, tak więc dziecko szybko doszło do maleńkiej wioski otoczonej drewnianą palisadą. Ze spuszczoną głową weszła do chaty.
- Yatou! Pakuj się! Wyjeżdżamy. – Usłyszała ponury bas ojca. Ogromna postać wrzuciła ostatnie przedmioty do niewielkiego tobołka i ze smutkiem popatrzyła na swoją żonę. Wziął ją za rękę i spojrzał przepraszająco. Wykryli go. Znów był zwierzyną. Był Dekanem.
Matka Yatou była jednak zwykłą kobietą.
- Ruszże się dziewczyno, wskakuj na konia. – Zdążyła tylko zabrać swój mały majątek i już wraz z swoimi rodzicami uciekali na wschód.
***
- Pamiętaj Yatou! Tu jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi! Rozumiesz? Ludźmi! – Łzy matki spływały po policzku i kończyły swą podróż na drewnianej podłodze. Córka milczała.
- Yatou! Pamiętaj!
Nowe miasto, nowy dom. Nieznane ulice i ludzie.
***
Kara w tym mieście za bycie Dekanem, lub pomaganiem mu była prosta: śmierć. I dosięgła ich kara. Niewiadomo jak ich znaleźli.
Ojciec bronił siebie i swojej rodziny. Miał pod ręką miecz, ale nie użył go. Tylko ludzie, mordowali mieczem. To oni zakrwawili klingę czerwienią i pozwolili, by była czerwona nadal. Dłonie zamieniły się w niedźwiedzie łapy.
Krzyczał coś do niej, ale nie słyszała. Przez czerwoną mgiełkę przed oczyma obserwowała krwawy taniec upadających ciał. Cofała się do tyłu, patrząc, jak dokonuje się masowa rzeź. Chronił ją. Musiała uciekać. Ostatnimi wspomnieniami było upadające ciało ojca. Było całe we krwi. Zlepiła ona włosy, ubrania. Zaplamiła podłogę i meble. Dziewczyna z przerażeniem dopadła otwartego okna i uciekła.
Długo żyła jak zdziczały pies. Kryła się w lesie, jadła jedynie to, co udało się jej znaleźć w kniei. Jednak udało się jej wyjść na prostą. Znalazła wioskę, umyła się, ukradła ubrania i trochę jedzenia. Później musiała zdecydować co ze sobą zrobić. Jedynym pomysłem była podróż do jakiegoś większego miasta. Tam zaczęła się trochę uczyć fachu robotnika.
Ta krótka historia wybiła piętno na młodej dekance. Zdziczała, starła się bardziej agresywna, niecierpliwa i twardsza. Zaczęła oszukiwać.
Gdy tylko zamyka oczy widzi krew ojca, matki oraz echo słów „inna”. Jednak chce o tym pamiętać. Dlatego zabrała naszyjnik. Kiedyś była to zwykła szara kulka na srebrnym łańcuszku. Jednak krew dosięgła szarości kuli i zamieniła ją w czerwień. Nie myła tego. I tak się nie chciało spłukać. Chciała pamiętać o tej krwi.
Inne: Jest uczulona na dżem oraz mleko.
Statystyki:
-Siła: 5
-Zręczność: 17
-Inteligencja: 5
-Szczęście: 8