Latus

Full Version: Przedgórze
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2
Głos w twojej głowie umilkł na chwilę, gdyż jego właściciel poczuł, że tym pytaniem oraz jego głupią odpowiedzią zdobyłeś pierwszy punkt w tej intelektualnej potyczce. Ku twemu zdumieniu, miejsce, w którym jeszcze przed minutą widziałeś leżącego mężczyznę było puste. "Niespodzianka." - powiedział głos w twojej głowie. "Jestem oczywiście najzwyklejszym w świecie człowiekiem..."
Tymczasem Laruis, rozpoczął swoją historię, jednak ciężko było ci się skupić ze względu na ciągłe komentarze Johna. Zapamiętałeś jedynie, że Laruis pewnego dnia był niezwykle przybity ze względu na śmierć kolegi po fachu, choć doskonale ukrywał swe uczucia w czasie spotkania z konkurencyjną grupą. Kiedy później, podczas walki rozkojarzenie o mały włos go nie zabiło, znikąd pojawił się John ratując mu życie. Nie wiadomo dlaczego, ale stwierdził, iż czuł, że Laruis jest jakiś rozkojarzony.
-Oprócz tego łączy nas jeszcze wiele wspólnych historii, nigdy jednak nie znaleźliśmy wspólnego języka. - skończył Laruis. "Rozumiesz chyba, że moja umiejętność także pozostaje tajemnicą..." - przekazał ci John.
- Cóż, nadal jednak John pozostaje dla mnie tajemniczy. Chyba sam będę musiał poznać go bliżej. - powiedziałem Laruisowi. - Położę się lepiej. Jutro pewnie ciężki dzień nas czeka.
Wróciłem na swoje miejsce, rozglądając się przy okazji gdzie się podział John.
Położyłem się na swoim posłaniu i zacząłem rozmyślać:
No tak oczywiście, że jesteś człowiekiem. - starałem się zawrzeć w tych myślach jak najwięcej kpiny - Zechcesz mi teraz co nieco wyjaśnić? Przekonaj mnie do siebie, a może nie będę robił rzeczy na przekór tobie.
Leżąc zamyślony, nasłuchiwałem kiedy nadejdzie John.
Po chwili wrócił John zmieniając Laruisa na warcie.
-Znalazłem w okolicy strumyk z pitną wodą, przyda się. - rzucił do tamtego.
"Przekonaj mnie do siebie, a może cię nie zabiję. Dobranoc." - usłyszałeś, a potem głos zniknął, by nie pojawić się już tej nocy.
Leżałem cały czas, starając się nie zasnąć i o niczym nie myśleć. Dopiero jak zmieni się warta Johna postaram się usnąć.
John obudził Berara mówiąc:
-Zostałeś tylko ty i twój magiczny kumpel, Dedal czy coś. Reszta pełniła już swoją wartę. - Po tych słowach John zasnął. A przynajmniej tak to wyglądało. Ty natomiast, byłeś tak bardzo zmęczony ostatnimi nocami, że nie wiedząc kiedy usnąłeś budząc się dopiero, gdy Laruis zaczął tobą potrząsać.
-Już dawno świtało Orzełku. Wstawaj i idziemy.
Po raz pierwszy od wielu nocy nie miałeś koszmarów i wyspałeś się. Zauważyłeś, że reszta czeka tylko na ciebie.
Byłem tak z szokowany faktem, że nie ocknąłem się wystraszony w środku nocy, że moje ruchy wydawały się powolne i niezdarne. Postarałem się zebrać wszystkie swoje rzeczy tak szybko jak tylko potrafiłem i ruszyłem za resztą towarzyszy.
Ta cała wyprawa jest coraz bardziej dziwna. Najpierw dwóch tajemniczych lotosów, później niby zwykły łowca smoków, teraz się okazuje że zwykły łucznik to tak naprawdę jakiś telepata, pół człowiek pół bogowie tylko wiedzą co. A za nami podąża lotos zabójca. Pięknie, po prostu pięknie. Jak na końcu tej podróży nie zwariuję to chyba pomyśle, że mam duże szczęście. - różne takie myśli krążyły mi po drodze. - A ty szczurze nie podsłuchuj! pomyślałem, nie wiedząc czy John podsłuchuje moje myśli czy nie.
W twojej głowie nie pojawił się żaden głos, mógłbyś jednak przysiąc, że widziałeś na twarzy Johna cień uśmiechu. Skierowaliście się do strumyka nieopodal by napełnić bukłaki, pierwszy posiłek zjedliście w drodze. Kiedy towarzysze nabierali wody, ty nagle usłyszałeś głośny plusk, jakby coś ciężkiego wpadło do wody. Dźwięk ten dochodził jednak z oddali i oczywiście nic tam nie ujrzałeś.
-Chodźmy dalej brzegiem. - polecił Laruis.
Cała ta wyprawa wydaje mi się coraz gorszym pomysłem. A na końcu nie czeka na nas nic przyjemnego. - pomyślałem, jednocześnie próbując sprawić by moje myśli pozostały tylko moje.
Nie protestowałem gdy Laruis zaproponował podróż wzdłuż strumienia. Nie znałem tych okolic i każda droga mi odpowiadała.
Po długim, choć powolnym i ostrożnym marszu pod górę znaleźliście się na zboczach gór. Miałeś nieustające i nieprzyjemne wrażenie, że ktoś was śledzi.

Dalej

Marvil

Gdy się obudziłeś ze zdziwieniem stwierdziłeś, iż znajdujesz się na miejscu jednego z waszych obozowisk. Ponadto, byłeś sam. Na horyzoncie dojrzałeś dwie sylwetki - byłeś pewien, że to Berar i Daled, odchodzili w znanym tylko im kierunku. Obok ciebie leżała garść szmaragdowych łusek, wielki smoczy pazur, spora ilość prowiantu, bukłak pełen wody oraz rzemyk ze smoczym kłem oraz dwiema łuskami po jego bokach - srebrną i złotą. Ujrzałeś jeszcze jeden prezent - niewielka ilość liści "Hausken Star", było tego na jedną "sesję"...

+30PW
+10 do statystyk, rozpisz w następnym poście
Ahh gdybym tylko mógł z nimi porozmawiać o tym, może bym się czegoś nauczył? Co prawda mój orzełek nie byłby tak spektakularny, ale przynajmniej czułbym się "kompletny". I bitwa smoków, o bogowie, przecież to godne największych pieśni!
Rozmarzyłem się o tym czego byłem świadkiem.
Postanowiłem zapakować wszystkie leżące obok przedmioty, tylko rzemyk założyłem na szyję. Przed wymarszem jeszcze solidnie się najadłem i ruszyłem szybkim krokiem tą samą trasą którą tu przybyłem. Chciałem jak najszybciej dotrzeć do miasta. Po drodze nadal rozmyślałem o bitwie smoków której byłem świadkiem, lecz też momentami nachodziły mnie chwile smutku przypominając sobie poległych towarzyszy.


// Zręczność +3
Inteligencja +7 //
//haha, perfekcjonista ;] Witaj w klubie ;p//

Do miasta dotarłeś bez większych przygód, po drodze mijałeś kilka istot, im bliżej Midon tym więcej. Nikt jednak nie przejmował się samotnym wędrowcem i nie zaczepiał cię.

Dalej
Pages: 1 2
Reference URL's