Latus

Full Version: Szpital
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
Udało ci się zająć doskonalą pozycję. Za sobą miałeś ścianę, ale kilka kroków w lewo i znajdziesz się w korytarzu prowadzącym do wyjścia.
- Przepraszam najmocniej, nie chciałem pana wystraszyć. - odpowiedział przyjaźnie staruszek. Kobieta też była zaskoczona twoją gwałtowną reakcją. - Nie, nie mieszkam tutaj. Odwiedzam tylko panią Treviu, a raczej jej męża który niestety jest ciężko chory. - kontynuował doktor.
Zauważyłeś jednak, że mężczyzna trzyma w ręku srebrny świecznik, co wydało ci się dość podejrzane. Gdy starzec zauważył na co patrzysz powiedział:
- A właśnie, miałem pani oddać ten świecznik. Takie rzeczy nie powinny stać w jego pokoju, sama pani wie dlaczego. - staruszek mówił już poważniejszym tonem i wręczył przedmiot pannie Mersei, która przyjęła go ze skruszoną miną. - Zaś pan może powinien pozostać dłużej w naszym szpitalu? Widzę, że jest pan nadwrażliwy, a odpoczynek przy fachowej opiece dobrze panu zrobi. - w jego głosie słychać było prawdziwą troskę, ale jego oczy były nieodgadnione.
Wino powoli zrobiło się gorące, a jego temperatura spowodowała, że cała butelka zaczęła się nagrzewać.
Sytuacja wydawała mi się nad wyraz podejrzana, mimo wszystko jednak postanowiłem zaryzykować i rozluźnić się nieco. Szybko przestałem podgrzewać wino, jako że nie zamierzałem nim rzucać, a nie chciałem poparzyć siebie samego. Dobra riposta, dziadygo... Odkładając butelkę na najbliższe meble z uśmiechem rzekłem:
-Ah, więc wszystko jasne, proszę wybaczyć mój nietakt i brak manier. Jeśli byłaby pani tak łaskawa, od razu zabrałbym się za rysunek. Gdybym także mógł przestawić nieco te dwa fotele... - starałem się, bym sam siedział w rogu pokoju, gdzie miałbym doskonały widok na cały pokój. Świetnie, moją niechęć do kieliszka wina zgrabnie tłumaczy fakt męża... W tym momencie uderzył mnie fakt, świadczący o podstępie. Skoro ma męża, to dlaczego wołają za nią "panna"? Uśmiechnąłem się do swoich myśli. Nie spuszczać dziadka z oczu... powtarzałem sobie.
// mówią do niej pani, tylko ja ją opisywałem jako pannę ;p //

Atmosfera w pomieszczeniu się trochę rozluźniła. Mersei zgodziła się na twoją prośbę i po przemeblowaniu rozsiadła się wygodnie na fotelu. Spoglądała na ciebie ze zdziwieniem, ale i z ciekawością. Staruszek zaś poprosił o możliwość zostania i przyjrzenia się twojej pracy, chciał też zostać dłużej w razie gdyby pan Treviu poczuł się gorzej. Siedziałeś w rogu pokoju, na wprost ciebie siedziała kobieta, po lewej miałeś wyjście z pokoju, a po prawej na ławie przysiadł doktor.
//1 Wczseniej pisalem o kiju, ale zapomnij o tym, bo mi sie pomieszalo. Po prostu w pierwszej wersji moja postac posiadala kij ;p Juz usunalem tamto zdanie. A co do tej panny-pani... mojej postaci moglo sie wydawac xD//

W chwili gdy wyciągnąłem swój blok i ochłonąłem nieco dotarła do mnie moja głupota. Po pierwsze nie posiadam papieru, na którym mogę stworzyć portret, po drugie brak mi też ołówków. Jeszcze przez chwilę udawałem, że czegoś szukam, po czym chowając twarz za dłońmi roześmiałem się.
-Najmocniej przepraszam i błagam o wybaczenie mojej głupoty, ale nie mam nawet kawałka grafitu. - W pierwszej chwili chciałem ukryć to, iż nie posiadam także papieru, jednak odwiodła mnie od tego myśl, iż Mersei może mieć ołówek i powstałaby niezręczna sytuacja. - Brak mi też papieru, na którym mógłbym stworzyć to dzieło. - Uśmiechałem się przepraszająco. - Czy mógłbym prędko udać się na targowisko i wrócić tutaj? - zapytałem.
- Ależ proszę bardzo, mam nadzieję, że wrócisz niedługo - powiedziała Mersei. Widać było, że jest trochę rozczarowana. - Kup proszę tylko grafit, gdyż papier myślę, że znajdę gdzieś tutaj. - uśmiechnęła się do ciebie zachęcająco. - Pośpiesz się.
Staruszek zaś w ogóle nie reagował, siedział spokojnie na ławie i wyglądał na zamyślonego.
By nie odwracać się tyłem zbliżałem się do drzwi patrząc na tę parę i kłaniając się im przepraszająco. Naumyślnie starałem się to robić nieco niezdarnie. Kiedy już byłem za drzwiami pobiegłem w stronę targowiska.
Obie postacie były nieco zdziwione twoim zachowaniem. A Mersei nawet się delikatnie roześmiała, gdy nieomal się przewróciłeś o stolik. Był to przyjazny śmiech.
Spiesznie wyszedłeś z domu i ruszyłeś w stronę targowiska.


Dalej
Pages: 1 2 3
Reference URL's