Latus

Full Version: Jezioro Środkowe
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2
Warta minęła ci bez przygód - ot czasem przez krajobraz przebiegło zagubione zwierzę. W końcu przyszedł czas na zmianę warty. Obudziłeś Daleda, a sam położyłeś się do snu. Jak co noc ostatnio spałeś przez godzinę, może dwie. Gdy otworzyłeś oczy, kontrolując się, by zachować spokój wartę wciąż pełnił Daled.
Tylko spokojnie. Moi towarzysze nie muszą wiedzieć, że co noc budzę się przerażony. - starałem się uspokoić.
Leżałem z zamkniętymi oczami starając się odpocząć i czekałem aż ktoś się jeszcze nie obudzi, bądź nastanie świt.
Daled obudził Berara, ten Laruisa, który wstał bardzo niechętnie, nie omieszkawszy rzucić w lotosów wiązką przekleństw zaspanym głosem. Utkwiło ci w pamięci jedno zdanie wypowiedziane półszeptem przez Berara:
-Wydawało mi się, że ktoś się tu kręci, jednak nic nie widziałem.
Noc minęła bez większych przygód, tuż przed świtem Laruis zbudził wszystkich.
-Idziemy. - rzucił krótko i poszedł w stronę gór, za nim maszerował już John, lotosi jeszcze się zbierali.


+5PW
Poczekałem aż mężczyźni się oddalą na tyle by mnie nie słyszeli i zwróciłem się do lotosów:
- Przykro mi za to towarzystwo, ale nikogo innego nie udało mi się znaleźć. Jedno jest pewne nie powinniśmy im ufać. Szczególnie temu całemu Johnowi, ale i na Laruisa lepiej mieć oko, w końcu to ludzie. Czy nie mówiłeś dziś w nocy że ktoś się tu kręci? - zapytałem Berara. - Myślisz że to jakieś istoty czy mogło to być tylko zwierze? Bo jeśli to nie zwierzęta to lepiej mieć się na baczności. Jeśli mogę wam zadać pytanie, co robiliście w pierwszy dzień przybycia do Midon? - zapytałem jeszcze ciekawie.
-Nie wiem, przyjacielu, nie widziałem tej istoty. - odparł Berar. Na twoje wcześniejsze słowa kiwał głową. Na ostatnie pytanie odpowiedział Daled:
-Zdobywaliśmy asa w rękawie. - uśmiechnął się. - Miejmy nadzieję, iż nie okaże się potrzebny.
Zebrawszy się lotosi także ruszyli w stronę gór.
Ruszyłem za kompanami. Szedłem na końcu kolumny i co jakiś czas zerkałem do tyłu upewnić się czy nikt za nami nie idzie.
As w rękawie? Cóż to może być? Mimo że długo nad tym się zastanawiałem nic to nie dało.
Przez całą drogę starałem się słuchać o czym rozmawiają moi towarzysze. Sam jednak mało mówiłem, raz na jakiś czas wtrącając tylko pojedyncze zdanie.
Po długim marszu, z rzadka przerywanym rozmową. minęliście południowe wybrzeże i znaleźliście się nieopodal wybrzeża północnego.

Dalej
Pages: 1 2
Reference URL's