Latus

Full Version: Las bezimienny
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2
Jeszcze zanim kopnąłeś ciało dekana, ten leżał już na ziemi. Wytworzone przed chwilą ostrze wbiło się w czaszkę ostatniego żywego przeciwnika do połowy długości tworząc szeroką, śmiertelną ranę. Zgrabnie wyjąłeś sztylet z truchła. Przed sobą miałeś dwa ciała.

-10PW
Hungrin pomyślał chwilę. - Będzie ciężko, ale pewnie nie uwierzy, dopóki nie zobaczy... - Pomyślał. Zarzucił tego który zginął od sztyletu na prawy bark, a drugiego chwycił za nogę mając zamiar go tak ciągnąć.
Przemieniony dekan okazał się zbyt ciężki, byś mógł go nieść. Wlec po ziemi byłeś w stanie tylko jednego z nich.
- Za ciężcy... - Westchnął. Wiedział że może wziąść tylko jednego. Zdecydował się na tego, na którego miał zlecenie i którego zobaczył pierwszego. Wziął go za nogę i przygotował się do ciągnięcia go.
//Obaj pasowali do zlecenia.//

Z trudem wlokłeś za sobą ciężkie cielsko. Zmęczony dotargałeś je do bram Hausken.

-15PW

Dalej

Ilsida

Zgubiłeś się. Bardzo szybko przypomniały ci się nauki twojego mistrza, jednak tym razem las nie był dla ciebie przychylny.
Tylko spokojnie, nie pozwól żeby zawładnął tobą strach. Spokojnie rozejrzałem się po glebie czy czasem ktoś nie jest w pobliżu po czym zacząłem szukać dobrego miejsca do przeczekania, a dokładniej jakiegoś dołku żeby można było się schować, a jednocześnie wszystko wokół było słychać.
W okolicy nie było żywej duszy, nawet zwierząt nie mogłeś dostrzec. Jedyne ślady jakie zobaczyłeś to ślady kopyt jelenia. Po krótkiej chwili znalazłeś idealną kryjówkę - rów w ziemi, w który mogłeś cały się położyć.
Gdy zobaczyłem rów w ziemi trochę mi ulżyło i po chwili wskoczyłem do niego. Wiedząc, że jestem w lesie a wokół mnie nikogo nie ma postanowiłem się rozejrzeć czy jest może jakieś bezpieczne miejsce na ognisko gdybym tak musiał spędzić tutaj dłużej.
Kiedy tak się rozglądałeś zaskoczyła cię przedziwna istota. Nie wyczułeś ani nie usłyszałeś, że się zbliża. Patrzyła na ciebie, a tobie wydawało się, że to jakiś duch. Przypomniało ci się, iż spotkałeś taką istotę już wcześniej - to Opiekun, istota, której forma fizyczna praktycznie nie istnieje (choć jest widoczna), której zadaniem jest opieka nad lasem bezimiennym. Odezwała się do ciebie głosem przypominającym szum liści i trzaskanie gałęzi:
-Witaj! Zostałeś wciągnięty w głąb lasu przez swoje złe zamiary. Ponieważ jednak zawsze byłeś dobrą duszą, a twój obecny wybryk prawdopodobnie spowodowany był przez niezrozumienie, zostanie ci odpuszczony. Idź wciąż przed siebie, a znajdziesz drogę, a o złych czynach wobec ludzi uczciwych więcej nie myśl. - istota mówiła spokojnie i powoli, a gdy skończyła rozpłynęła się w powietrzu.
Ah, cóż za szczęście. Słyszałem jak ktoś mi mówił, że duchy w bezimiennym lesie się widzi tylko raz, gdyż gdy przychodzą z zaświatów najczęściej karą jaką wymierzają jest zguba i śmierć. Ale dobrze, że to plotki. Chyba, że jestem wyjątkowy. Po chwili przemyślenia powiedziałem jak do kogoś kto by stał kilka metrów ode mnie:
-Dziękuje. To prawda, ostatnio za dużo jest nienawiści we mnie.- Nie zwlekając szedłem w stronę, w którą wcześniej się kierowałem. Mając uśmiech na twarzy, który się pojawił po tym co powiedział duch, który oznaczał to, że w moich myślach zupełnie nie było żadnych złych myśli szedłem lasem rozglądałem się za ścieżką, o której mi powiedział duch.
Zamiast ponownie trafić na ścieżkę wyszedłeś z lasu. Byłeś pewien, że nie mogłeś dojść na skraj tak szybko i musiała tu działać jakaś magia. Ujrzałeś szlak prowadzący przez wzgórza.

Dalej
Pages: 1 2
Reference URL's